Lover-rover

No matter who broke your heart and how long it will take to heal it…
You wouldn`t pass through it without your bike… Just keep spinning!
O mojej pasji do 28 calowych kół i czerwonej owijki. Blog o mojej szosie.

Wypnij, potem hamuj! Nigdy nie odwrotnie. Rzecz o spd-ach.

1 maja dostałam rower. W częściach. Wielu częściach, których nigdy nie udałoby mi się samej połączyć. Wepchnęłam pudło do samochodu i pojechałam na poszukiwania serwisu rowerowego, który z tych części złożyłby mi szosę. Decathlon, Bikershop, Ando, mały sklep na Mogilskiej, serwis na Starowiślnej – wszędzie usłyszałam NIE. Nie, bo sobota przed majówką, mają dużo innej pracy, nie, bo nie składają, nie, bo nie ma tego pana od szosówek. Po 2 godzinach byłam zrozpaczona. Moją majówką miał być mój rower. Wyjeżdżając z Czarnowiejskiej wpadł mi do głowy pomysł na jeszcze jeden sklep – „Giant” ((http://www.sportattack.pl/) na Armii Krajowej (pamiętałam go, bo kiedyś często pompowałam tam moją miejską Gazellę). O 14-stej zamykali sklep, ja byłam tam o 13.15. Kiedy usłyszałam TAK, chciałam się rozbeczeć, tym razem ze szczęścia. Po godzinie oto stanęła przed moimi oczami moja szosa – zgrabna, biało-szara z czerwona owijką  i białym siodełkiem. Wskoczyłabym na nią od razu i zrobiła 50 km, gdyby nie… spd-y. Oto zaczęła się moja pierwsza nauka jazdy na rowerze. Spd-y genialnie zespalają Cię z rowerem, jesteś wpięty i w jedności z ramą…Właśnie. W jedności, której nie udało mi się przerwać, kiedy chciałam wypiąć się po zahamowaniu. Pierwszy upadek. Potem drugi. Obdarcie kostki. Brak równowagi, panika, najpierw hamowanie potem odpinanie. Czyli dokładnie odwrotnie niż powinno być. Nie planując tego, wykonałam świetny i komiczny performance przed „Giantem” doprowadzając panów sprzedających do zrywania boków ze śmiechu. Ale to był zdrowy i przyjacielski śmiech. Instruowali mnie jak, kiedy, gdzie się odpiąć. Podnosili, kiedy leżałam po raz czwarty. Upadek 177 cm i 80 kg wagi nie może pozostać bez znaczenia. Obnażenie się w pierwszym doświadczeniu jazdy na szosie sprawiło, że ”Giant” stał się moim ulubionym sklepem. Tam naprawiam rower, tam kupiłam jak dotąd cały ekwipunek rowerowy, tam chętnie wracam, tam jest Damian i Kamil. Cycle-spece. Że fachowcy to mało! Fajni ludzie, pomocni, sprytni i kompletnie niezarozumiali wobec ignorantki jaką byłam jeszcze 2 miesiące temu. Znaleźć w Krakowie dobry sklep rowerowy w którym będziesz mógł pogadać o rowerach będąc jeszcze laikiem w temacie – jest prawie niemożliwe. Prawie, bo jest Giant;) Bikershop ok, ale mydlą oczy. Decathlon – sieciówka więc nikt nie rozmawia. Ando – starzy wyjadacze, którzy nie lubią żołtodziobów rowerowych. Mój dotychczasowy sklep na Starowiślnej – świetnie dopóki nie powiedzieli mi, że nie mają czasu składać szosy, bo nie jestem najważniejsza.

Dziś nie wyobrażam sobie jazdy bez spdów.

Wracam do spd-ów. Wystraszyły mnie. Wróciłam z Bullsem do domu, oparłam o szafę i podziwiałam go. Przeklinałam spdy. Blizna po obdarciu na kostce jest widoczna do dziś. Doczekałam piątku, spakowałam rower do samochodu i pojechałam ćwiczyć na Kolną (ośrodek sportowy z pasem do jazdy dla rowerów). Wspomniałam Remigiuszowi, że będę uczyć się na Kolnej, ale nie zapraszałam na spektakl bike-upadków. Ledwo wysiadłam, wyjęłam rower a tuż przede mną zahamował Remek. – Przyjechałem Cię uczyć! Wsiadaj! Jedziemy! – rozkazującym tonem, który lubię dla mobilizacji, kazał mi zostawić wszystkie ochraniacze w które chciałam się ubrać i popędzał, żebym już wsiadała na rower. I oto jechałam, powoli, czując ogromną frajdę w tej jedności z rowerem. Wyjechaliśmy na pas rowerowy i Remek zaczął swoją lekcję – Kręcisz, odpinasz, kręcisz, wypinasz, zahamuj, zejdź, wskakuj, szybciej! – jego komendy były mocne, takie, jak lubię. Nie poznałam dotąd lepszego trenera, który tak genialnie zmobilizowałby mnie do przezwyciężenia strachu. Po godzinie czułam się coraz pewniej na mojej szosie, wypinałam się jak trzeba. O 100% pewności nie można jeszcze było mówić, ale mój pierwszy koszmar – spd-y – został przerwany. Teraz zaczął się sen…O pierwszej długiej trasie..


Komentarzy: 4
  1. Alicja napisał(a): 11 kwietnia 201221:13

    Dokładnie ten sam scenariusz tylko przed blokiem, na razie 2x gleba – podobno 3x trzeba się wywalić żeby się nauczyć – czyli wszystko jeszcze przede mną, Na razie ćwiczę w prku niespodzianki pod tytułem dzieci i psy :)

    • marylapersona napisał(a): 11 kwietnia 201222:28

      3x? ;) Mogłam rzeczywiście tyle razy glebnąć..;) ale potem i tak były incydenty! Psy! kolejna zaraza! Właściwie nie..nie psy. Właściciele. Uważaj na zabieg często stosowany – właściciel – dłuuuga smycz – pies…Ta smycz jest niewidoczna, i kiedy przejeżdżasz między właścicielem a psem – nagle jak most zwodzony podnosi się smycz. Gleba. Oby tylko otarcia.

  2. Przemek napisał(a): 13 czerwca 201222:39

    A ja ostatnio tak przejechałem, że Pan zdążył krzyknąć Uwaga!!!, siłą rozpędu wyrwałem mu smycz z dłoni i kilka metrów podholowałem przestraszonego pieska. Potem smycz spadła, piesek został, a Pan zdumiony moim atakiem rozcierał obolałą dłoń.

    • marylapersona napisał(a): 14 czerwca 201222:27

      Dużo niebezpieczeństw jest na drogach…Oj dużo! Dużo samochodów, rozwścieczonych kierowców, jest deszcz, są dziury…Ale są też cholera psy i ich właściciele…Ale to też nie problem. Problemem jest niewidoczna/niewidzialna SMYCZ!!! Apelujemy! Oświetlajcie swoje pociechy i smycze!

Zostaw swój komentarz

Unable to load the Are You a Human PlayThru™. Please contact the site owner to report the problem.