Lover-rover

No matter who broke your heart and how long it will take to heal it…
You wouldn`t pass through it without your bike… Just keep spinning!
O mojej pasji do 28 calowych kół i czerwonej owijki. Blog o mojej szosie.

W co ja się ubiorę?

To, że opowiem jakie mam buty i bieliznę termoaktywną na rower nie jest po to, żeby się pochwalić, a tak zwyczajnie praktycznie – dlatego, że często mnie ktoś pyta – jaką mam kurtkę, kiedy pada; jaką koszulkę, żeby oddychała i dlaczego buty kosztują 600 zł.

Zrobiłam przegląd szafy rowerowej i oto co w niej znalazłam:

1. Buty SiDI model Logo – to moja 3-cia para butów rowerowych, najlepsza! Tak, muszę to przyznać – najdroższe buty jakie w ogóle kiedykolwiek miałam. Można je dostać już od 500 zł, trzeba przewędrować on-line sklepy rowerowe. Albo być zaprzyjaźnionym z najlepszym sklepem w Krakowie – Sport Attack GIANT (http://sportattack.pl/).

Zanim jednak nadeszły Logo w 2012, pierwszy sezon zjeździłam w Shimano, klasycznych MTB. O dziwo noszę ich rozmiar 44 (sic!). Objechały ze mną setki km, przeleciała przez nie niejedna ulewa. Twarde, mocne, teraz już wiem – zbyt ciężkie i rozbudowane jak na szosę. Ale wysłużyły się;)

Szamanki.

Po nich przyszły delikatne, o opływowym kształcie, wysmukłym profilu i lekkości znacznej, SiDI Logo. Też MTB, bo jednak prawdziwe szosowe buty na razie nie wchodzą w grę, ciągle są takie podjazdy na które muszę włazić, to i w szosówkach nie byłoby szans – szosówki mają zupełnie gładką podeszwę, podchodząc łatwo się na nich ześlizgnąć w dół. I też po prostu niewygodnie się w nich chodzi. Szosówki są tylko po to, żeby się przypiąć do roweru i nie schodzić z niego aż do mety.

SiDi Logo.

Mój normalny rozmiar buta to 41. SiDI kupiłam w rozmiarze 43. Jako że ulewa i błoto mi je zlało porządnie niedługo po tym jak je kupiłam – wsadziłam do pralki i wyprałam. NIC się z nim nie stało. Można prać! ;)

2. Bielizna termoaktywna – kupiłam raz a porządnie! Jestem z niej absolutnie zadowolona, uratowała mnie wiele razy. Jest ciepła, wygodna, przyjemna i sprawdziła się latem i zimą. Włoska marka SPAIO. Cud – kombinacja 3 materiałów: 37% poliamid & 6% elastyn & 57% polipropylen. Za spodnie i bluzę zapłaciłam 150 zł.

Spaio. Made in Italy.

3. Spodnie NORTHWAVE – mam krótkie i 3/4. Niezniszczalne. Wygodne, elastyczne, oddychają. Wiem dlaczego warto zapłacić 220 zł za te spodnie. Wkładka – pielucha – jak kto woli – jest świetnie dopasowująca się, nie zgina się na trwałe, jest bardzo elastyczna, duża, i świetnie wyprofilowana. Mało tego. Jest z takiego materiału, który mimo kilku godzin jazdy zapewnia Ci komfort i higienę. To ważne, i tym różni się od tanich wkładek w spodniach kupowanych w Decathlonie marki B`twin – te są waciaste, nie odprowadzają wilgoci, i po kilkunastu jazdach są powyginane i porozciągane.

Northwave`y i ich genialna wkładka.

4. Okulary ARCTICA  – pamiętam, że jak je kupowałam to oprócz tego, że chciałam, żeby były ładne i praktyczne nie wiedziałam nic więcej o tym, co powinny posiadać dobre okulary na rower. Moja wiedza niewiele się zmieniła od tamtego czasu, ale wiem, czego nie powinny mieć takie okulary – łatwo rysujących się szkieł. Arcticy ujęły mnie 3 parą szkieł wymienialnych – czarne, pomarańczowe i przeźroczyste. To świetne rozwiązanie, bardzo praktyczne – pomarańcz na każde słońce a przeźroczyste – na muchy. Niestety po roku są tak porysowane, że przydałyby się nowe.

3 wymienialne szkła.

5. Przeciwdeszczówka 4 F. Oto pragnę zareklamować markę 4F, która w dobrej cenie robi dobre rzeczy sportowe. Kupiłam u nich kurtkę, która sprawdziła się na tyle na ile może sprawdzić się przeciwdeszczówka na rowerze – jak jedziesz już w deszczu, to nieważne co byś miał na sobie – i tak będziesz mokry. Dlatego można zastanowić się czy warto ładować w kurtkę duże pieniądze. 4F ma wentylatory, odpięcia, kaptur, ściągacze i wielkie kieszenie. Za 50 zł! Taki luksus, nie do wiary! ;)

4F.

Kupiłam też kiedyś wiatrówkę ROGELLI. Przydała się parę razy, kiedy wyjechałam w południe w koszulce z krótkim rękawem a wracałam późno zimnym wieczorem. Jest przede wszystkim maleńka! Mieści się do najmniejszej koszulki, albo torebki pod siodłem. Można ją zmiąć do woli. Przy prędkościach, zwłaszcza wieczorem, kiedy już robi się chłodniej, daje ochronę przed uderzeniem zimnego powietrza. Kosztowała 150 zł.

Wiatrówka Rogelli.

6. Kask METto mój drugi kask – różni się tym od pierwszego, że ma okrągłe, sprytne pokrętło zapinające z tyłu – nie jest zipowany, bo właśnie zip bardzo mi przeszkadzał, kiedy podczas jazdy nie mogłam jedną ręką poluzować albo spiąć mocniej kasku.Trzeba było zatrzymać się i odprawić te ceremonie zapinania. Pokrętło jest wygodne, i szybkie. Oczywiście to może nie najbardziej istotna cecha kasku, ale to nie wpis o solidności kasku i o tym jak ważny jest dla bezpiecznej jazdy. Kupowanie kasku to prawie jak kupowanie sukienki ślubnej – musi być poprzedzone wieloma przymiarkami, musi być idealnie dopasowany, samo dopięcie nie załatwia sprawy, musi być stworzony na miarę naszej głowy (nie wiem co ja wiem o kupowaniu sukienki ślubnej, ale tak mi przyszło to porównanie).

Met.

7. Licznik SIGMA BC 509. Niewiele tu można napisać – prosty, chyba jeden z najprostszych modeli – pokazuje – prędkość, km, czas trasy, total km, godzinę. Tyle. Żadnych nachyleń terenów, procentów, statystyk. To i niedrogi – 80 zł.(nawet jeśli ma jeszcze jakieś właściwości, to ja ich nie odkryłam;)

Sigma.

8. Pulsometr Sigma ONYX FIT. To przyzwyczajenie z zajęć Spinning – czasem zerknę co pokazuje jak się wspinam na rowerze. Np na podjeździe pod Zoo miałam 182 w jednym momencie. Raczej wykorzystuję go na zajęciach Spinning, kiedy staram się utrzymać w danej energy zone. Rower w realu wymyka się wszelkim ograniczeniom stref tętna. Wystarczy, że wyminie mnie TIR i liczby od razu skaczą na wyświetlaczu;) Zapamiętuje treningi, ustawia strefy tętna, potem łatwo oblicza w jakiej byliśmy najdłużej, najkrócej; minus – za to, że lampka gaśnie po 2-3 sekundach, na sali jest zwykle ciemno, i dobre światło na te skaczące liczby jest potrzebne. Zanim zaświecę, już gaśnie. A może ja nie umiem czegoś ustawić? ;)

CardioSigma.

 9. Koszulki. Jest ich taka masa i rozmaitości, że posilę się tylko na krótkie podsumowanie – warto zainwestować w koszulkę, ale bez przesady. Koszulki za 200 zł to według mnie już tylko marka i płacenie za logo. Dobra koszulka (w mojej skromnej ocenie) – powinna mieć jak najwięcej siatek – przede wszystkim pod pachami i w dole pleców. 100% poliestru szybkooddychającego. Wolę koszulki bez zamka, bo już reklamowałam taką jedną, której się zamek rozjechał (a wcale nie była mała). Rozpinany zamek pod szyją – tak, nawet musi być. Oczywiście – wydłużana z tyłu, i bardzo ważne – GŁĘBOKIE kieszenie. Raz na zawodach miałam koszulkę do której kieszeni włożyłam wodę, banana i batona. Ocalał tylko baton, bo reszta szybko wypadła. Kieszenie są ważne, bo stanowią o całym naszym ekwipunku na trasę.

A na koniec wzmianka o piorącym bibelocie – ale niezwykle mi przydatnym – płyn do prania rzeczy sportowych, tych wszystkich poliestrów, które składają się na rowerową szafę. Wchłaniają sporo potu, to i od czasu do czasu dobrze je wyprać w nie-kokolino. Znalezione też w 4F. Kosztuje ok 6 zł.

Wash cleaner.

W mojej szafie rowerowej są jeszcze – rękawiczki, ciepła opaska, bluzy, spodnie bez pieluch i odblaskowe paski na nogawki. Ważne – biustonosz sportowy, dobrze trzymający! Ceny za dobry model wahają się od 100 zł do 250 zł. Kto by pomyślał, że tak skąpo skrojony materiał to tak poważna inwestycja!

I oczywiście pełno skarpetek, i tu też zachęcam do zainwestowania w coś lepszego niż bawełniane skarpetki, ale z głową! Raz wiedziona pokusą posiadania skarpet, które oddychają kupiłam Nike`i za 60 zł i nigdy więcej nie powtórzyłam tej zbrodni zakupowej – wyprofilowane, miejscami pogrubione, oznaczone – Lewa/Prawa. Wof! I co z tego, że noga i tak się poci, i tak będą mokre, i te skarpetki za 20 zł z Decathlonu też się dobrze sprawdzają. Nie przeczę – Nike`i dały radę ponad rok, i oddychały. Więc jak facet – na prezent urodzinowy, imieninowy, mikołajkowy, z okazji nowego Roku i święta leminga – nie obrażę się na zajebiste skarpety! ;) /Oczywiście – model krótkie, do kostek, białe z ewentualnie drogim logo!/


Komentarzy: 2
  1. Anja napisał(a): 25 listopada 201221:54

    O tak, temat ubioru na rower to temat rzeka :) To dobry wpis :D
    Już dawno wpadłam w stan, kiedy to już nie kupuję milionowej czarnej sukienki, tylko rozglądam się za kolejną koszulką/spodenkami/skarpetami na rower, a rowerowa część szafy powoli, ale sukcesywnie się rozrasta :)
    Informacja o pulsometrze bardzo przydatna. Jeszcze się w to urządzonko nie zaopatrzyłam.
    Pozdrawiam ciepło :))

  2. ania napisał(a): 14 stycznia 201315:27

    Drogie Panie, oto akcesoria, które uważam za godne polecenia:
    -skarpetki z włókna prolen, bardzo sprężyste, acz przewiewne i szybkoschnące, mam całą szufladę np. od firmy Nessi,
    -Garmin Edge 305: pulsometr, licznik kadencji, wyświetlanie przygotowanej trasy i najważniejsze- zapis wszelkich parametrów treningu wraz ze śladem gps,
    -stanik chyba każda ma swój ulubiony, a mój to Shock Absorber i nie zamienię go na inny!

    Jeździcie zimą? Ja mam specjalnie przygotowanego crosso-twentyninera :) Może przegląd zimowej kolekcji ubrań?
    Buziaki!

Zostaw swój komentarz

Unable to load the Are You a Human PlayThru™. Please contact the site owner to report the problem.