Lover-rover

No matter who broke your heart and how long it will take to heal it…
You wouldn`t pass through it without your bike… Just keep spinning!
O mojej pasji do 28 calowych kół i czerwonej owijki. Blog o mojej szosie.

TdP amatorów – trasa niezapominajka. 5 sierpnia 2011.

Organizatorzy TdP amatorów zamówili nawet pogodę na 5 sierpnia! Ten amatorski wyścig kolarski w Bukovinie przyciągnął ponad 1000 kolarzy amatorów z całej Polski. Bukovina na ten czas zamieniła się w multikolorowe balonowe miasteczko. Amatorski wyścig kończył się o 13.30, ponieważ kwadrans później startowało pro Tour de Pologne 2011! (zawodowcy robili 4 pętle).

Balonowe miasteczko.

Wyruszyłam o 5 rano z Krakowa. Wzięłam zapas czasu, ponieważ postanowiłam jechać zakopianką na której nigdy nie wiesz co może się zdarzyć. Uśmiechnęłam się do kierowcy samochodu, który miał szosę przymocowaną na dachu. Daję głowę, że też jechał na ama-TdP. Dzięki temu, że byłam wcześniej mogłam zrobić dobrą rozgrzewkę. Podjechałam ze Stasikówki do Bukoviny 2 razy, potem pokręciłam się wokół centrum, przyglądałam się dziesiątkom montowanym banerom Skandii, Nałęczowianki, LangTeamu, Taurona… Nieskończone ilości posterów i wielkich balonów otaczały centrum Bukoviny i sam dwukilometrowy dojazd do mety był mocno zewsząd obsadzony reklamami. Słońce grzało od wczesnej 8 godziny rano. Szczęśliwie udało mi się zdobyć krem przeciwsłoneczny, którym obficie nasmarowałam nos, ramiona i kawałek pleców. Jechałam w odsłoniętej podkoszulce na ramiączkach (tam gdzie krem nie dotarł było mocno widoczne po zawodach w postaci czerwonej, przyprażonej skóry na łopatkach;)

Robert, Bartek, Grzegorz i Ja - Kraków!;)

Podzielili nas na 4 grupy , czyli co kilka minut startowało ok.300 zawodników. Publiczność towarzyszyła od samego startu. Mocny doping i życzliwe okrzyki były świetne. O tym zaraz. Najpierw stromy 3-km zjazd honorowy do Stasikówki. Niestety zdarzył się nieszczęśliwy wypadek na tym zjeździe – nie widziałam co się stało, ale nawracali nas z jezdni na jeden pas i mój wzrok nie mógł nie powędrować w tamtą stronę – jakiś chłopiec leżał nieprzytomny, wokół niego inni kolarze, sygnał karetki za nami…Przeraziłam się i mimo adrenaliny jaką daje prędkość postanowiłam uważać. To była silnie przemawiająca do mnie przestroga. Pierwszy podjazd w Zębie dał niektórym w kość. Schodzili z rowerów, podprowadzali, łapali oddech. Ktoś złapał gumę, stał na poboczu i pytał czy ktoś nie mógłby pożyczyć mu dętki. Na co odezwał się jakiś głos: Na zawody przyjechał i nie wziął dętki! – i rozległ się ironiczny śmiech. Ciągnęłam mocno w Zębie wiedząc jaka czeka mnie po nim nagroda – długi, kilkukilometrowy zjazd. 8km/h to niewiele, ale za punkt honoru przyjęłam nie zejść z roweru. Udało się. Na zjeździe przez Nowe Bystre odważyłam się na max 50 km/h. Był mocny skręt na którym udało mi się wyhamować ledwo do 40 km/h. Wiatr przyjemnie schłodził mi już mocno rozgrzane plecy. Ludzie powyłazili z domów, dzieciaki krzyczały dopingując, chłopcy dmuchali w wuzewule… To dawało kopa i chciało się kręcić jeszcze mocniej. Kolejny podjazd – Czerwienne – znowu zmusiło wielu do zejścia z roweru i podprowadzania. Długi na 7 km podjazd, momentami mocno stromy, ale z genialnym górskim krajobrazem… Kręciłam powoli, miejscami 6 km/h, ale nie zeszłam z roweru. W bufecie przechwyciłam wodę, polałam się nią cała, żeby po 2 minutach być już zupełnie suchą. Ktoś mówił, że było 30 stopni na termometrze. Najbardziej niebezpieczny zjazd trasy w Sierockie Leszczyny dodał adrenaliny. Moje pierwsze 55 km/h i potem hamowanie na zakręcie, ledwo do 40 km/h. Droga była nierówna, bałam się niespodziankowej dziury, która mogłaby mnie wyrzucić z kolarskiej równowagi. Na czarnym zakręcie organizatorzy zamontowali specjalne materace do odbicia się na wypadek wylotu z trasy… Pewnie bardziej z myślą o pro TdP, które mogło tu jechać 70km/h i więcej. I dochodzimy do serca trasy – Gliczarowa Dolnego. 27%, 2 krótkie, ale jakże strome podjazdy. Niestety. Ja, jak i setki innych, po prostu schodziliśmy z rowerów i podprowadzali. BTW, na najtrudniejszych podjazdach najwięcej werwy w nogach mieli górale z o wiele lepszym systemem przerzutek, które lekko ich wyprowadzały w górę. Tracili na prostej i na zjazdach, ale i tak mieli najwięcej szans na Gliczarowie… Kiedy ja podprowadzałam, wspinał się powoli jakiś góral i udało mu się do pierwszego gliczarowskiego podjazdu… Respect.

I ostatni podjazd..Bukovina, na koniec, wisienka na torcie 4-km podjazd. Kto nie znał trasy mógł się rozczarować myśląc, że ostatnie 4 km to już pójdą gładko. Trzeba było zostawić mały zapas energii na ostatni odcinek. Wyspinałam się. Najbardziej w kość dało mi morderczo palące słońce. Acz wolę już 30 stopni C niż deszcz;)

Doping ze strony mieszkańców i turystów był do końca. Entuzjastycznie reagowali na nasze zmagania. Usłyszałam na trasie: – Jesteś dzielna!Walcz do końca!Kobiety górą! To było ogromnie miłe. Poza słowami były też fajne mini inicjatywy – właściciele stoków górskich puścili na nas śnieg armatkami, jakaś pani stała z wielkim wodnym spryskiwaczem i chłodziła każdego, kto przejechał obok niej, mali chłopcy wystawili dłonie, żeby im przybić piątkę…

Dojechałam na metę z czasem 3 h 4 minuty (według mojego licznika). W momencie przekraczania mety podbiegła do mnie jakaś blondynka i włożyła mi na szyję pamiątkowy medal… Z pięknym zdaniem na rewersie – „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą” (jechaliśmy dla fundacji Ewy Błaszczyk „A kogo” (www.akogo.pl).

(Z niewiadomych mi przyczyn nie zostałam sklasyfikowana… Klasyfikowali do 3 h 13 minut wg tego, co widziałam w tabeli wyników. Ja byłam odrobinę wcześniej… I nie wiem czy mój chip nie zareagował, nie przechwycili go… Nie wiem. Napisałam do organizatorów… Może ktoś przypadkiem, albo cudem otworzy moją wiadomość;) Moim zwycięstwem jest pokonanie 3 wielkich podjazdów bez zejścia z roweru… A Gliczarów… To zaledwie anegdotka;)

Spaliłam 2500 kcal. Wypiłam 1 litr wody przed startem i 1 litry wody na trasie. Zjadłam mus jabłkowy i 3 energobatoniki. Zużyłam paczkę chusteczek na katar alergiczny.

Trasa never-foget-me.

"Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą" - wpis na rewersie pamiątkowego medalu.


Komentarzy: 0
Zostaw swój komentarz

Unable to load the Are You a Human PlayThru™. Please contact the site owner to report the problem.