Lover-rover

No matter who broke your heart and how long it will take to heal it…
You wouldn`t pass through it without your bike… Just keep spinning!
O mojej pasji do 28 calowych kół i czerwonej owijki. Blog o mojej szosie.

Najważniejsza litera w moim życiu to S.  Spinning, szosa, stepowanie, Singer, słoneczniki, słowo…

2 lata temu trafiłam na zajęcia indoor cycling w krakowskim Młynie. Potem odkryłam Spinning w klubie „Platinium” na Lea (http://www.fitnessplatinium.pl/). Wyszłam stamtąd uboższa o 8 kg. Czyli szczęśliwa. W maju 2011 roku przesiadłam się na prawdziwy rower szosowy. Swój pierwszy sezon zakończyłam pół roku później z ponad 1200 km na liczniku. Rower zmienił wszystko. Na dobre.

Jeśli masz ochotę podzielić się sobą napisz:

maryla.poznanska@gmail.com

A nazywam się Marta Poznańska (herbu Szprycha;)

Komentarzy: 4
  1. Krzysztof napisał(a): 15 stycznia 201219:28

    Mam podobnie, niestety, czasu kupić się nie da… Wielka szkoda. Za to blog świetny. Im go się dłużej czyta, tym staje się bardziej interesujący…
    Pozdrawiam

  2. Ania napisał(a): 21 sierpnia 201221:31

    Cześć, Marto, świetna strona! Podobnie jak ty uwielbiam rowery, kocham moją szosę z czerwoną, a raczej koralową owijką :) Jeżdżę od zawsze dla frajdy z jeżdżenia i nie myslałam wcześniej o ściganiu, ale… chciałabym się dowiedzieć jaką formę trzeba mieć aby startować w maratonach i stawać na pudle? Jakie prędkości średnie mają dziewczyny w trakcie wyścigu?
    Pozdrawiam serdecznie!

  3. marylapersona napisał(a): 21 sierpnia 201222:35

    Cześć Ania, zatem tak – ja wystartowałam w pierwszym wyścigu w Lanckoronie miesiąc po kupieniu roweru, i po miesiącu jeżdżenia…Czemu? Bo taki wyścig to dopiero trening, ja wiem, że wyścig powinien być kwintesencją treningów, ale jak widzisz, nie musi tak być;) Lubię starty też z prozaicznych powodów i zachęcam znajome, które kręcą, żeby spróbowały – wyścigi to zabezpieczone trasy, oznaczone, to jazda w nieco bardziej chronionych warunkach jeśli już ktoś boi się wyjeżdżać na drogi i asfalty publiczne i ocierać się o samochody. Jaką formę trzeba mieć? Mnie wystarczyło, i dalej starcza – samozaparcie, wytrwałość i bycie upartą. Jak to jest w głowie, to nogi zrobią swoje. A moje prędkości – max 50 km/h na zjeździe, potem już hamuje a pod górę min jakie miałam to 6km/h…I średnie mam takie sobie, ale nie w tym rzecz! A w tym, żeby zrobić coś dla siebie, ze sobą i dowiedzieć się czegoś o sobie. Dziewczyny, które naprawdę się ścigają śmigają że hej! Nawet boję się pomyśleć, że mogą jechać śr 30 km/h…Ale obawiam się, że tak może być;) Jeśli masz jeszcze jakieś pytania praktyczne via e-meil – maryla.poznanska@gmail.com

  4. Ania napisał(a): 26 sierpnia 201219:31

    Dziękuję za informację, ale w tym sezonie chyba zostanę przy kibicowaniu. Najbliższy maraton-Choszczno, z najmniejszą pętlą 96km, a w moich wycieczkowych notatkach stoi, że średnia na 100km trasie to 21kmh, trasę mi zamkną zanim dojadę :( Pomyślałam, że wybiorę się na wyścig w roli kibica i zobaczę czy to doświadczenie zmobilizuje mnie do pracy nad sobą :) Jak to mówią na wszystko musi przyjść swój czas.
    Szerokich dróg i gładkich asfaltów!

Zostaw swój komentarz

Unable to load the Are You a Human PlayThru™. Please contact the site owner to report the problem.