Lover-rover

No matter who broke your heart and how long it will take to heal it…
You wouldn`t pass through it without your bike… Just keep spinning!
O mojej pasji do 28 calowych kół i czerwonej owijki. Blog o mojej szosie.

Miękinia i Potoccy

Tę wyprawę, i ten miniony weekend klasyfikuje do mojego najlepszego (jak dotąd) weekendu tych wakacji. Sobota pod śniadaniowym znakiem Charlotte na Placu Szczepańskim, a wieczór zgodny z wymogami krakowskiego spleenu, czyli Banialuka, Bomba, Rozrywki 3, Wódka Bar, Ambasada Śledzia, w Singerze kończąc jak na Kazimierzu przystało. Nawet powrót o 4 nad ranem nie mógłby być problemem w podjęciu 90 km następnego dnia. Jeśli budzi mnie słońce, to zmęczenie zmywa się natychmiast pod zimną wodą z kranu.

Cel – hacjenda naszej znajomej, pod Krzeszowicami w Miękini, niedaleko dawnej posiadłości rodu Potockich. Żaden to nie był trening, żaden wyścig, po prostu pure pleasure swobodnej, wolnej jazdy do celu z nastawieniem na przygody i nieoczekiwane zwroty zdarzeń po drodze. A tych nie brakowało. Od postoju pod Jubilatem, gdzie czekałam na Dolkę pilnując rowerów. Jakiś starszy pan wyszedł ze sklepu, pakował zakupy do koszyka swojego Rometa i powiedział: Takie sprzęty to ja bym chciał chociaż pilnować! Ale pani pewnie bardziej tego pana od drugiego roweru pilnuje. Na co ja z uśmiechem: Stety, niestety, to rower nie pana, ale przyjaciółki. Na co ze swadą pan starszy odparł: I właśnie po to się jeździ na rowerze, żeby poznawać panów! Jak już odjeżdżał zdążyłam tylko krzyknąć: Oby tak było!

Wybrałyśmy trasę przez Szczyglice, Balice, Morawice, obok Brzoskwini, przez Nawojową Górę, przez las, ścieżki rowerowe, żeby wyjechać w Tenczynku, ominąć główną drogę. Żeby napajać się latem! Wierzcie mi, że była to jedna z najbardziej zapachowych, zmysłowych tras jakie zrobiłam. Pachniało latem, papierówkami, jagodami, gruszkami, grzybami.

Po drodze skręciłyśmy do Jurajskiego Raju, żeby tam wyspinać się na podjazd w Kleszczowie – polecam! Dla mnie to był egzamin ze sprawności, ponieważ rok temu nie udało mi się, a w tym, młynkiem – docisnęłam do samej góry;)

Po drodze zatrzymałyśmy się w sklepie, i oto co tam było:

Oranżada czerwona na kapsel otwierana przywiązanym do barierki otwieraczem!
Kto pamięta jeszcze te wagi?

Do Krzeszowic prosta droga, 30 km, ale my wybrałyśmy wersję krajobrazową i wyszło 50 km;)

W ogródku budującej się jeszcze hacjendy Irenki (nie bez powodu betoniarka jest bohaterem zdjęć) można było narwać i pochłonąć te mini pomidory, pyszne!

Mini, ale less is more.
Leżaki, betoniarki, grill! Jesteśmy na wczasach!
Niedzielna sielanka na leżakach też była!

Miękinia zaskoczyła naprawdę dobrymi drogami i podjazdami nie byle jakimi! Do polecenia podjazd pod kamieniołom, 2 km dobrej wspinaczki. Potem sama droga do kamieniołomu już piaszczysta i raczej dla MTB, ale ile mogłyśmy to podjechałyśmy:

W tle można dopatrzeć się ściany dawnego kamieniołomu.

Finał, nie gdzie indziej jak w parku Potockich, pod ich XIX wieczną posiadłością w stylu renesansu włoskiego. Niestety pałac stoi i niszczeje. Za to przylegający do niego park to płuca Krzeszowic. Sielankowo, można schronić się przed uciążliwym słońcem, poczytać książkę, poleżeć na trawie.

Schody pałacowe.
Kaski odpoczywają.
W tej scenerii można się rozmarzyć.
A za nami rozległy park Potockich.
Mostek zakochanych i nie tylko…

I powrót już zupełnie prosty – przez główną drogę, 30 km- Krzeszowice, Nawojowa Góra, Zabierzów, Kraków.

Czas tej trasy nie ma znaczenia. Bo taka podróż jest ponadczasowa…

A dla chętnych:

http://www.bikemap.net/route/1788721#lat=50.109514807562&lng=19.778995&zoom=11&maptype=ts_terrain


Komentarzy: 0
Zostaw swój komentarz

Unable to load the Are You a Human PlayThru™. Please contact the site owner to report the problem.