Lover-rover

No matter who broke your heart and how long it will take to heal it…
You wouldn`t pass through it without your bike… Just keep spinning!
O mojej pasji do 28 calowych kół i czerwonej owijki. Blog o mojej szosie.

Lanckorona Tour 2012

Droga Lanckorono Tour,

Rok temu startowałam w twoich zawodach po raz pierwszy w życiu. Jaki to był dla mnie ważny dzień! Wspinałam się dopiero co świeżo rozkręconymi nogami, cisnęłam na dopiero co kupionym rowerze, byłam świeżakiem i debiutantem pełną parą! Nie miałam żadnych oczekiwań, roszczeń, szczególnych potrzeb.

W tym roku wystartowałam również. Tym razem jednak z oczekiwaniami, bo trochę się rozjeździłam przez ten rok, i przekonałam się jak mogą wyglądać dobrze zorganizowane zawody (patrz Galicja Road Maraton http://lover-rover.pl/gora-dol-gora-dol-gora-gora-dol-czyli-galicja-road-maraton/). Tytułujesz się Mistrzostwami Polski. Od takich przydomków trzeba wymagać! Twoja trasa wymaga, to i my wymagamy od Ciebie. Dajesz nam genialne podjazdy, zapewniasz arcytrudne wspinaczki, cieszysz szybkimi zjazdami. Ale my wspieramy Cię finansowo, osobowo, składamy się na Twój prestiż. Dlatego w zamian oczekujemy:

- dobrze oznakowanej trasy – zwłaszcza jeśli może zdarzyć się dzień deszczowy, który zamaże, zakryje, zaciemni. Trasy oznaczonej widocznym kolorem, innym od koloru strzałek pochodzących z innego wyścigu. Wzorcowo była oznaczona trasa w Bochni – kiedy w momencie skrzyżowania – prosto – w prawo – w lewo – nie trzeba było się zastanawiać ani sekundy którędy jechać. W Lanckoronie strzałki były wyłącznie tam, gdzie trzeba było skręcić. Za mało! Chciałabym jechać płynnie, nie zatrzymywać się przed każdym skrzyżowaniem zastanawiając się czy może kryje się z którejś strony strzałka…Straciłam cholernie dużo czasu na to, żeby rozejrzeć się za oznakowaniami i dowidzieć je. Fatalnie zaburza to rytm jazdy. I zbyt mało było oznaczeń 3-wykrzyknikowych przed ostrymi skrętami.

- zabezpieczenia trasy przez AKTYWNYCH strażaków i policjantów, którzy pomagają a nie grzebią w nosie;

- posiłku regeneracyjnego innego niż kawałek arbuza i banana nie mówiąc o mętnej wodzie z 5 l butli;

- toalety, żeby się przebrać przed zawodami i załatwić przyziemne potrzeby;

Tyle z najważniejszych oczekiwań, które są w pełni wykonalne, zależą wyłącznie od dobrej organizacji. Prosimy. W zeszłym roku startowało 100 kolarzy. W tym roku 60. Ilu wystartuje za rok?

Rozczarowana.

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………….

Z tegorocznego wyścigu zapamiętam okrzyk starszego Pana, który zapytał mnie – Ile jeszcze jedzie za panią? Na co ja, że chyba nikt już. A jemu szczena do ziemi i wydusił – To to jedzie kobieta?! Niedowiary! I teraz zastanowić się można, co może znaczyć ten uroczy komentarz – że nie wyglądam jak kobieta, że nie powinna jechać kobieta, że co robi baba na rowerze, że bez szans…Oczywiście wszystko wkładamy w nawias zabawnej historii;)

Jeszcze jedna śmieszna anegdota – po wyścigu pojechałam do Lanckorony 310 (kto nie zna, musi poznać, jechać i zobaczyć jak wygląda raj na ziemi, zobaczcie na FB). Zjeżdżam radośnie, kiedy mijam 2 chłopaczków i jeden z nich krzyczy za mną – Proszę Pana, proszę Pana!!! Odwracam się i słyszę – Pan się zgubił, nie tędy trasa wyścigu! Ale to było soczyste! Ale mnie rozbawiło do łez! A poza tym, ogromnie mnie ucieszyło, że mały chłopaczek miał na tyle rzetelnej postawy w sobie, żeby zareagować na moją ewentualna tułaczkę. Nie musiał przecież reagować w ogóle. Więcej takich drogowskazów na drodze!

70 km – czyli dystans mini, pokonałam w 3 h 56 min. Żadna rewelacja liczbowa, przecież wiem! Ale zupełnie nie o to chodzi. Wygrałam ze sobą, bo wpięłam spdy na starcie, i wypięłam na mecie. I z tego jestem najbardziej dumna. Mało! Jestem szczęśliwa! Dotychczas nie udało mi się ani w poprzednim starcie w Lanckoronie, ani w Galicji, nie mówiąc o Bukowinie pokonać trasy bez zejścia z roweru przed pionowymi ścianami. 5 sierpnia się udało! I nie dlatego, że schudłam 10 kg (jak obiecywałam sobie rok temu), żeby być bardziej light w podjazdach, bo nie schudłam, ale dlatego, że znalazłam wreszcie sposób;) Siła w nogach też ważna i kluczowa, ale technika ważniejsza. Serpentynowo zdobyłam każdy podjazd. Wydłuża to trasę, wiadomo, ale cisnąć na kreskę pod pionową ścianę nie zawsze się da. Chyba, że jest krótka. Ale jak leci w kilka kilometrów, to moje nogi odmawiają współpracy. Anyway – udało się serpentynowo zdobyć wszystko, co było do zdobycia. Górkami jest usiana Lanckorona i na podjazdach stoi. Polecam każdemu, komu płaskie się nudzi.

Jako, że tylko byłyśmy 3 w kategorii kobiet, to załapałam się na 3 miejsce. I pucharek odebrałam, już po oficjalnej dekoracji;)

Przystanęłam trochę niezgrabnie, ale zdenerwowana byłam po wymianie zdań z organizatorami;)

Widać nowe białuchne SIDIxy;)

 

Na mecie, wysuszona przez słońce.

Jak można tak niezgrabnie przystanąć!


Komentarzy: 0
Zostaw swój komentarz

Unable to load the Are You a Human PlayThru™. Please contact the site owner to report the problem.