Lover-rover

No matter who broke your heart and how long it will take to heal it…
You wouldn`t pass through it without your bike… Just keep spinning!
O mojej pasji do 28 calowych kół i czerwonej owijki. Blog o mojej szosie.

I nocny krakowski bieg Mikołajów i Śnieżynek

Nie wierzyłam, że to dopiero pierwszy bieg Mikołajów i Śnieżynek w Krakowie. Kraków przecież rozbiegane miasto!

Wzięłam udział (8 grudnia 2012). Do godziny przed startem jeszcze nie byłam pewna czy pobiegnę, bo zasiedziałam w pracy, bo śnieg dawał po policzkach, wiatr mocny, bo zawsze są jakieś powody na NIE. Ale dałam sobie szansę – miałam rozstrzygnąć na miejscu. Jakie było moje zdziwienie, kiedy wyjechałam z zaśnieżonego, wietrznego Zabierzowa i dotarłam na największą krakowską łąkę, gdzie było co prawda zimno, ale nie sypało prosto w oczy. Tłum ocieplał, rozgadane towarzystwo dopingowało, i w ogóle zapomniałam, że jest zima.

3 okrążenia Błoni. Moje najlepsze – drugie. Pierwsze – żeby się rozbiegać. Drugie – uskrzydlone. Trzecie – ok, ale chciało mi się pić.

Najfajniejsze obrazki:

- nagle Błonia są pełne Mikołajów! Ludzie się fajnie przebrali! Super!;)

- zabrakło pamiątkowych medali, bo chętnych było więcej niż mogło się organizatorom przyśnić;)

- pani stojąca z czekoladą i żurawiną. Urocze! To lepsze niż batony energetyczne!

- w nagrodę – gorąca herbata, i KOKOSANKA! Boże, jak ja uwielbiam ciasto z kokosem! Gdybym wiedziała, że taki rarytas czeka na mecie, to może te 5 minut dałoby się uciąć z godziny, którą mi zajęło te 10 km;) I ciasto drożdżowe…Pysznie!

Czas finalny: 1 godzina 15 sekund. Byłam 177 w klasyfikacji generalnej / 230 startujących.

„Dystans” (http://dystans.krakow.pl/), który był organizatorem, obiecał przesłać via poczta pamiątkowe wisiory tym, dla których zabrakło.

Za wyrozumiałość, którą mi okazano w momencie zapisywania się na bieg – nie powinnam już o nic prosić. Głupia sytuacja – ale zdarza się. Ubierając się w samochodzie (który zaparkowałam dość daleko od miejsca startu) musiałam źle upchać w kieszenie papierowe 10 zł, które było przeznaczone na opłatę startową. Wrzuciłam do kieszeni jeszcze 8 zł (start kosztował 15 zł). W momencie zapisywania się okazało się, że nie mam banknotu, przeszukałam kieszenie. Wypadł, wpadł w spodnie, przepadł. Do auta było za daleko. Ale Pan zupełnie to zignorował i ochoczo powiedział – Nie ważne! Dawać tyle, ile się ma! To wszystko przecież dla dzieciaków! Opłaty startowe szły na cel charytatywny. Dziękuję za wyrozumiałość.

***

Do biegania na zimową porę przydałaby się opaska na usta. Wdychanie non stop przez godzinę zimnego powietrza, to niekoniecznie dobre dla naszego gardła. Muszę ową zakupić. Biegłam w termo, i polarze. Z wiatrem – bywało nawet za ciepło, suwak do połowy. Pod wiatr – zapinałam się pod szyję. Ale przeładować nie wolno. W końcu już po 30 minutach regularnego biegu nasz organizm zaczyna sam się dogrzewać. A przegrzać się – też bez sensu. CZAPKA – konieczna!!! Żeby po uszach nie dawało. I rzecz o której zapomniałam – błąd! RĘKAWICZKI! Łapy są wystawione w całości, na mrozie odkryte dłonie – nic fajnego. I ostatni gadżet – opaska odblaskowa, albo czołówka. W końcu to nocny bieg był, więc o widoczność trzeba zadbać tym bardziej.

Kolejny bieg – mam nadzieję – sylwestrowy;)

Rower musi zaczekać;)


Komentarzy: 0
Zostaw swój komentarz

Unable to load the Are You a Human PlayThru™. Please contact the site owner to report the problem.