Lover-rover

No matter who broke your heart and how long it will take to heal it…
You wouldn`t pass through it without your bike… Just keep spinning!
O mojej pasji do 28 calowych kół i czerwonej owijki. Blog o mojej szosie.

Bieg ku Rogatemu Ranczo

Dzień przed biegiem chciałam poczynić wpis – o tym jak malamuty są uparte, humorzaste, chcą dominować i stawiać na swoim. Ostatnie rozbiegi z Albusem były dość oporne – ja prosto, on z powrotem, ja na lewo, on w przeciwną, ja chcę biec – on chce odpocząć. Jak 50kg zaprze się 4 łapami, to nawet taka siłaczka jak ja – nie ma siły go podnieść i kazać mu biec. Nie i koniec! Proszenie – nie ma żadnego sensu – oznacza tylko jedno – że mu uległam, i on ma nade mną dominację, więc zrobi i tak po swojemu. To wszystko napisałabym wczoraj. Że boję się biegu ku Rogatemu Ranczo, że nie wiem czy Albus podoła, nigdy wcześniej nie biegł 8 km, a tym bardziej w duecie z człowiekiem. A co będzie jak siądzie, jak zawróci, jak się znudzi, jak nie podoła…To było do wczoraj.

Bo dzisiaj – chcę napisać tylko jedno – jestem dziś najbardziej DUMNĄ posiadaczką 8-letniego alaskan malamuta! Ustawiliśmy się na końcu grupy startujących, żeby 2,5-metrowa smycz nie przeszkadzała nikomu. Punkt 11-sta – zaczęliśmy truchtać – przed nami 300 biegaczy. I nagle – Albus wybija się na przód, zwinnie i zgrabnie jak wilk – przemyka się między ludźmi ciągnąc mnie za sobą. Start jest trudny – podbieg długi, śliski, wąski. Momentami dość stromo. Albus mknie między ludźmi torując nam drogę. To było absolutnie arcygenialne uczucie!  Nikomu nie przeszkadzał w biegu, nie był nachalny, nawet nie ocierał się o innych – to raczej ja biegnąc za nim musiałam trochę przeciskać się między zawodnikami. Słyszałam za sobą uszczypliwe, ale przyjazne komentarze – że mam dodatkowe nogi, że mam lżej, że mam niedozwolony doping itd…;) Wyspinaliśmy się niespodziewanie dobrze i szybko. Zostawiliśmy w tyle ileś osób. Akrobatyka zaczęła się przy zbiegu po wąskiej dolince. Brakowało mi co najmniej 2 nóg, żeby za nim nadążyć! Pędził ile sił w 4 nogach! A ja próbowałam jakkolwiek wyhamować i zachęcić go do tego, żeby zwolnił. Nie udało się. Właściwie momentami miałam wrażenie, że fruwam!  Nogi gdzieś w powietrzu, krok na moje 2 długości. Był moment zawahania czy go nie odpiąć, bo nie nadążałam a skręcić kostkę albo nie wyhamować i zaliczyć metę na drzewie – o to w tych zimowo-błotnych warunkach wcale nie było trudno! Przeżyłam 3 takie zbiegi. Jeden wniosek na dalsze treningi – musimy poćwiczyć nad komendą „Zwolnij!”;)

Albus biegł nieprzerwanie przez 8 km. Zrobił 3 minikrótkie postoje na wodę ze strumyka – i biegł dalej. Minął tylko miesiąc od naszego pierwszego wspólnego biegania. Nie przebiegliśmy wcześniej więcej niż 3.5 km bez zatrzymywania się. Dlatego wiem, że te 8 km było dla niego dużym wyczynem. W nagrodę dostał – marchewkowego muffina, chleb ze smalcem i karmelowe piszingery.

Sam bieg uważam za świetnie zorganizowany, trasa oznaczona, miejsce świetne! Tylko gdzie były te obiecane 4 km po asfalcie?;) Cała trasa wiodła pagórkami leśnymi;)Nasz czas – 1h1 minuta1sekunda.

Wrócimy tam na pewno – już na spokojnie, treningowo pobiegać po zabierzowskich dolinach.


Komentarzy: 0
Zostaw swój komentarz

Unable to load the Are You a Human PlayThru™. Please contact the site owner to report the problem.