Lover-rover

No matter who broke your heart and how long it will take to heal it…
You wouldn`t pass through it without your bike… Just keep spinning!
O mojej pasji do 28 calowych kół i czerwonej owijki. Blog o mojej szosie.

A gdybym zapomniała zapasową dętkę?

/Ten wpis dedykuję M./

Gdyby nie to, że nie zmieściłam do schowka zapasowej dętki, nigdy bym Cię nie poznała. Ja jechałabym do Gniezna, Ty w przeciwną stronę. Nie zatrzymałbyś się, nie byłoby powodu.

Moja niezawodna intuicja dała o sobie znać na wysokości Kobylnicy. Gdyby umiała mówić, powiedziałaby: Wybrałaś się w bike 50 km i nie wzięłaś dętki, złapiesz gumę. Po 3 minutach słyszałam to charakterystyczne człapanie i nie mogłam już dalej jechać. Na liczniku miałam zaledwie 15 km a przed sobą stracone nadzieje na fajną trasę. Utknęłam na przydrożnym przystanku. Chciałam się rozpłakać – stracić tak genialną rowerową pogodę z powodu własnej nierozwagi, quel dommage! Samochody pruły w jedną i drugą stronę. Wyrzucałam sobie własną głupotę, nieprzemyślenie, naiwność. W dodatku niedziela – wszystko zamknięte. I oto zobaczyłam nadciągającą męską sylwetkę na czarnym Unibike`u. To była moja nadzieja na pomoc. Reakcja natychmiastowa. Jakie sklepy w pobliżu, jak daleko do centrum, telefon w ruch. Niestety, niedziela. Kilkanaście km, żeby stąd się wydostać. Idziemy. M zmienia dla mnie swoje plany, nie pędzi już do Poznania, maszeruje ze mną ruchliwą jezdnią. Nie możemy się nagadać. Docieramy w okolice dworca w Kobylnicy, są tam ludzie, może ktoś pomoże. Pociąg do Poznania za 1.5 h, autobus za godzinę. Czekać? Lepiej już iść, najgorzej stać w miejscu i nie móc nic zrobić. Wahamy się, aż do momentu, kiedy zatrzymujemy Tomka. Wyróżniał się na tle innych mijających nas rowerzystów. Blue outfit kolarski, przygotowanie 100%. Spada nam z nieba. Ma nalepki na dętkę, klej, od razu wprawia to wszystko w ruch. Oczyszcza miejsce przebicia dętki, nakłada klej i mocuje na nim specjalne nalepki. Potem lekko pompuje, zakłada oponę, próbujemy. Nie udało się. Jeszcze raz. Wszystko sprawnie i rzetelnie. Za drugim razem poszło. Chcę dać mu napiwek w podziękowaniu za pomoc. Nie ma mowy: My brać kolarska musimy sobie pomagać, prawda? – uśmiechnął się na pożegnanie, zapisał adres mojego bloga i śmignął. Tomek dał nam niezłą lekcję z obsługi rowera. Merci! Marzyłabym spotykać w trasie tak pomocnych ludzi…

Tomasz dał nam genialną bike-lekcję.

Na tej zalepionej dętce dojechaliśmy bez problemu do Poznania. Zatrzymaliśmy się na stacji, żeby uzupełnić płyny. W tym czasie całe powietrze uszło i znowu ta sama sytuacja. M przejmuje rolę przewodnika i ma doprowadzić nas do sklepu rowerowego o którym wspomniał Tomasz. Chcemy przedostać się tam tramwajem, i o ile w pierwszym wszystko jest ok., o tyle w drugim, po przesiadce, motorniczy każe nam wysiąść. Gburowatym głosem i wyglądem każe nam opuścić natychmiast tramwaj. Na rowerach się jeździ a nie wozi tramwajami – podzielił się z nami swoją cenną uwagą. Jakżesz nie chciało mi się docierać do tego tępego rozumu i przekonywać go jak bardzo wolałabym wtedy jechać właśnie na rowerze a nie prowadzić go. Trudno, przeszliśmy tyle kilometrów, 3 kolejne nas nie zniechęcą – pocieszał M. Dotruchtaliśmy w rozmowie i miłej wymianie bike-owych doświadczeń do Starego Browaru. Ogromna galeria handlowa z Intersportem na czele. Połowiczny sukces – jest serwis, ale nie mają dętek (pomyślelibyście?!). Kolejny towarzyski spacer z M. Prowadzimy nasze rowery kolejny kilometry. Nie ma rozpaczy, nie ma zniechęcenia. My jesteśmy. Idziemy po moją dętkę, tą, która została na łóżku w hoteliku. I z powrotem do Browara. Miły Pan w mig naprawia wszystko, pompuje do 8 atmosfer. Dowiadujemy się, że taki sposób pęknięcia dętki nazywa się „snake” – przebicie w dwóch miejscach na kształt ugryzienia przez węża. Jest godzina 17-sta. Nie chcę rezygnować z Gniezna. Chciałam uratować tą niedzielę. Gniezno nie było celem wyprawy M, bo stamtąd przyjechał, ale dla mnie czyni znowu wyjątek.

Tak, to był wyjątkowy dzień, czułam się wyjątkowo, spotkałam wyjątkowych ludzi na swojej drodze.

M.

Trasę Poznań – Gniezno zrobiliśmy dokładnie w 2h. O 19-stej byliśmy w mieście 7 pagórków. http://www.bikemap.net/route/1211054

W Gnieźnie spokój.

Jeśli ktoś zatrzymuje się właśnie dla Ciebie, by Ci pomóc, to musi być aniołem… M.

Gniezno. O 11.30 wyruszyłam z Poznania. W Gnieźnie byliśmy o 19.30.


Komentarzy: 2
  1. Anonymous napisał(a): 24 sierpnia 201107:01

    … a jednak Anioły chodzą po ziemi :-). Chyba wsiądę dzisiaj na rower heheeh
    Pozdrawiam,
    KB.

  2. Anonymous napisał(a): 24 sierpnia 201110:46

    dobry człowiek na szosie to większa wartość niż dwie zapasowe dętki

Zostaw swój komentarz

Unable to load the Are You a Human PlayThru™. Please contact the site owner to report the problem.